"Szybcy i Wściekli" po roku w Polsce - recenzja filmu "Diablo. Wyścig o wszystko"

Gdy pierwszy raz usłyszałem plotki na temat powstania tego filmu zaśmiałem się, później gdy okazały się być one prawdziwe przeraziłem się, że taki pomysł ujrzy światło dzienne. Ostatecznie jednak dałem mu szanse, nie chciałem z góry nastawiać się na totalną porażkę. Efekt końcowy jest taki, że nawet gdybym zaczął go oglądać z myślą, że będzie słaby to narobiłbym sobie nadziei. To po prostu tragedia.

fot.: Plakat promujący film

W "Diablo" nie działa nic. Kompletnie nic. Samochodowe wyścigi, które w filmie, jak sam tytuł wskazuje - o wyścigach, powinny być najlepiej dopracowane i najbardziej widowiskowe, są tak źle zmontowane, że wielokrotnie gubimy się w tym co się dzieje na ekranie. Jednak w boju o tytuł tego co najmocniej zaszkodziło temu filmowi montaż ma godnego rywala w postaci scenariusza. Z tak beznadziejną fabułą nie spotkałem się dawno. Naprawdę jeśli zastanawiacie się czy obejrzeć tą produkcję, to polecam włączyć sobie zwiastun, nie dość, że opowie wam prawie całą historie to zaoszczędzicie przy okazji ponad godzinę życia. Niech podsumowaniem moich wrażeń po seansie będzie to, że jedynym przyjemnym momentem, który zapamiętałem było usłyszenie w radiu pewnego samochodu piosenki grupy hip hopowej Pięć Dwa Dębiec.

Na papierze zamysł był ciekawy, Kuba ma ciężko chorą siostę i  w celu zebrania pieniędzy na jej leczenie postanawia wziąć udział w nielegalnych wyścigach. Autorzy z pewnością liczyli na to, że widzowie wczują się w sytuacje bohatera i razem z nim będą pokonywać tą niełatwą drogę. Może i by tak było gdyby ta choroba została jakkolwiek wyjaśniona, a sama biedna dziewczynka pokazana na ekranie trochę dłużej niż niecałą minute. Zamiast tego reżyser wolał skupić się na rzucaniu nam przed oczy od czasu do czasu jakąś znaną twarzą. I tak w filmie możemy zobaczyć Katarzynę Figurę, Cezarego Żaka, Fit Lovers czy Marcina Różalskiego, który niestety ma zdecydowanie za dużo kwestii do wypowiedzenia.

Sam "wyścig o wszystko", który w zwiastunie tajemniczo zapowiadany jest jako strasznie niebezpieczny i zagrażający zdrowiu, a nawet życiu, w rzeczywistości jest tak nielogiczny, że nie wiadomo czy traktować go na poważnie. Nie zdradzając jego zasad, powiem tylko, że nie chcąc być kopią amerykańskich produkcji Otłowski i Markowicz tworzą coś bardziej oryginalnego niż wyścig od startu do mety. Nie oznacza to jednak, że pomysł ten był dobry, ani nawet przeciętny.

fot. kadr z filmu

Obsada aktorska "Diablo" wypada równie blado jak cały film, ponieważ ciężko przy tak źle napisanych postaciach cokolwiek tutaj uratować. Tomasz Włosok jest strasznie bezbarwny jak na głównego bohatera filmu, Cezary Pazura momentami strasznie przerysowany, a Karolina Szymczak tak mało wiarygodna, że zastanawiam się czy wątek miłosny między jej postacią a Kubą nie jest najgorszym w polskim kinie od czasów "Dzień dobry, kocham Cię!". Wspominając o aktorach nie sposób nie wspomnieć o irytującym Mikołaju Roznerskim, a dokładniej o tym, że połowę jego wypowiedzi nie idzie zrozumieć, oczywiście winę za to dzieli z dźwiękowcami, którzy niestety dostosowali się do polskiego poziomu tego elementu filmu. Większych zastrzeżeń nie można mieć do Rafała Mohra, który bardzo stara się wycisnąć ze swojej postaci tyle ile się da.

fot.: kadr z filmu

Gdy pojawiły się napisy końcowe i odetchnąłem, że to już koniec, na ekranie pojawiła się jeszcze jedna scena. Bez większych wyjaśnień, wskazuje ona na to, że prawdopodobnie, jeśli film dobrze się przyjmie możemy spodziewać się kontynuacji. W ostatnich latach, na przykładzie filmów Patryka Vegi, mogliśmy się przekonać, że słaby film nie oznacza niskich zarobków i małej popularności. Zwiastować to może, że w najbliższych latach w repertuarze kin pojawią się takie tytuły jak "Diablo 2" czy "Diablo. Za szybcy za wściekli".

2/10 ★★☆☆☆☆☆☆☆☆
Autor: Adrian Chmarzyński

Komentarze