Po trzech latach od wypuszczenia „Split" M. Night Shyamalan powraca z kontynuacją swojego uniwersum
którego początki sięgają 2000 roku. „Glass" to bowiem zwieńczenie
historii trzech ponadprzeciętnych jednostek, których drogi w pewnym momencie
przecinają się. Na papierze film zapowiadał się fantastycznie, do kin
przyciągała wielowymiarowa postać Kevina Crumba oraz wspomnienia związane z
filmem o niezniszczalnym człowieku. Niestety po seansie stwierdzam, że
połączenie tych dwóch światów z wielu powodów reżyserowi się po prostu nie
udało.
![]() |
| fot. Universal Pictures |
Zacznijmy może od tego, że film nie jest tragiczny, można się na nim dobrze bawić i osoby rzadko chodzące do kin mogą się całkiem nieźle rozerwać oglądając go. Jednak znajdzie się grupa ludzi, do której należę również ja, która stwierdzi, że „Glass” zmarnowało swój potencjał. Zanim zacznę się pastwić nad poszczególnymi elementami filmu chciałbym opowiedzieć o plusach, które mimo wszystko ten film ma.
Podoba mi się sam pomysł,
ciężko w obecnych czasach zrobić film o superbohaterach, który czymś by się
wyróżniał, Shyamalan podejmuje to wyzwanie i w bardzo interesujący sposób chce
pokazać tych wyjątkowych ludzi jako osoby chore psychicznie. I niestety z bólem
serca stwierdzam, że na szacunku za podniesienie rękawicy się skończy. Problemów
ta produkcja ma wiele, jest za długa, momentami bardzo nielogiczna i ma bardzo
nieudany, nadmiernie wyjaśniany twist na końcu. Myślę, że wspomnienie o
niespodziewanym zwrocie akcji w przypadku filmu tego reżysera nie jest żadnym
spoilerem.
![]() |
| fot.:denofgeek.com |
To co powoduje, że film jest zbyt
obszerny to zdecydowanie za duże poświęcenie uwagi postaci granej przez Sarah Paulson,
która w swoim życiu zaliczyła już znacznie lepsze występy. Pani doktor jak i
cały szpital psychiatryczny to wątek, który mógłby być, a nawet powinien być
krótszy i bardziej konkretny. Swoją drogą niektóre nielogiczne rzeczy z tym
tematem związane sprawiają, że ciężko jest mi uwierzyć w tą już wystarczająco
naciąganą historie.
Innym elementem, który sprawił, że momentami ten film mnie drażnił był – Bruce Willis. Aktor, którego osobiście bardzo lubię, w roli Davida Dunna wypada bardzo blado, gra jakby się męczył a ja męczyłem się razem z nim oglądając go. Może to i lepiej, że Shyamalan dał mu dość mało czasu ekranowego. Gdyby ten film powstał trochę szybciej niż 19 lat po premierze „Niezniszczalnego” może to wszystko wyglądałoby lepiej.
Płynnie przejdźmy może do reszty
obsady. Po obejrzeniu „Glass" można się zastanawiać dlaczego to Pan Szkiełko (Samuel
L. Jackson) został tytułowym bohaterem, a nie zdecydowanie kradnąca show postać
grana przez Jamesa McAvoya. Gdyby tytuł brzmiał np. „Horda” lub „Bestia” byłoby
to bardziej logiczne i odpowiadałoby temu co widzimy a ekranie. Szkocki aktor
robi naprawdę fenomenalną robotę i śmiało można rzec, że jest to jeden z najbardziej
istotnych powodów nienazywania tego filmu kompletną porażką. Muszę jednak
wspomnieć, że i w tym przypadku reżyser poprzez wymyślenie, swego rodzaju
terapii wykorzystywanej na Kevinie, balansuje na cienkiej linii odgraniczającej
stworzenie świetnej kreacji od zmęczenia materiału. Pozostałe postacie są tłem
do wydarzeń, jedne wnoszą trochę więcej do fabuły, tak jak Elijah Price (Samuel
L. Jackson) a inne są tam kompletnie niepotrzebne – Pani Priece (Charlayne
Woodard).
Biorąc pod uwagę wszystkie zalety i wady tego filmu wychodzi nam widowisko średnie, które ładnie wygląda, bardzo dobrze buduje napięcie i niestety zawodzi w najważniejszych momentach. Miałem wielkie nadzieje co do tej produkcji i może to sprawia, że moja ocena to tylko:
5/10 ★★★★★☆☆☆☆☆
↓SPOILER ALERT↓
+PLUSY
1) Sposób na pokazanie emocji bohaterów, poprzez skierowanie kamery na ich twarze. Bardzo podobała mi się scena, nazwijmy to, zbiorowej terapii i próba uświadomienia pacjentom, że ich moce to po prostu zjawiska, które można w jakiś sposób wyjaśnić.
2) James McAvoy jest genialny, znowu.
3) Muzyka w filmie jest naprawdę bardzo dobra, momentami jak z mrocznego horroru.
4) Bardzo przyjemnie było zobaczyć, ponownie w roli Casey, Anye Taylor-Joy. Podoba mi się również to, że w postać Josepha Dunna wciela się ten sam aktor co 19 lat temu - Specner Treat Clark.
5) Wyjaśnianie, że to Mr Glass odpowiada za stworzenie zarówno Davida jak i Hordy, poprzez wstawki z „Niezniszczalnego". To było naprawdę fajne. Twist, który według mnie był udaną zagrywką reżysera.
6) Film generalnie ogląda się nawet przyjemnie jeśli potraktuje się go jako odmóżdżacz. Nie mogę powiedzieć że wyszedłem z kina zły lub okradziony z pieniędzy...
-MINUSY
1) ... ale też nie mogę powiedzieć, że wyszedłem zadowolony. „Glass" dla mnie po prostu był. Nie będę do tego filmu wracał tak jak to lubię robić w przypadku „Split".
2) Słaby Bruce Willis. Naprawdę, kwintesencją tego występu było utopienie go w kałuży. Poza tym nie rozumiem za bardzo sposobu na powstrzymanie Davida, no bo wodę pod wysokim ciśnieniem mamy również pod prysznicem... no chyba, że każda jego kąpiel kończy się na łapaniu ciężkich oddechów leżąc na podłodze, wtedy bardzo współczuje i zwracam honor.
3) Sceny walki, a właściwie jedna konkretna, najważniejsza. David VS Bestia. Jeden z najważniejszych momentów filmu został nakręcony w fatalny sposób, cała walka opiera się głownie na siłowaniu się stojąc w miejscu. Nie ma tu żadnej widowiskowej choreografii. Szkoda bo zapowiadało się to fajnie.
4) Cała ta placówka, szpital psychiatryczny czy tam więzienie psychiatryczne, to jeden wielki nielogiczny wątek. Znaczy się super, że ich tam umieścili, ale jeśli to są najgroźniejsze osoby w kraju czy nawet na świecie, to naprawdę nikt nie pomyślał, żeby może zatrudnić strażników czy ochroniarzy? I tak, pamiętam o tym, że był tam taki jeden co nie jadł witaminy D... tym bardziej przydałoby ich się więcej. Do tego Pani Doktor, która strasznie nudzi i zdecydowanie za długo gada.
5) Miło byłoby gdyby to nam dał trochę reżyser pomyśleć, a nie wszystko wyjaśniał milion razy. Mówię tu i o tej całej komiksowej otoczce ale też o zakończeniu, które strasznie się dłuży. I tu też jest dużo pytań a za mało odpowiedzi, co do tej całej organizacji z tatuażami na nadgarstkach.
6) Zakończenia ten film ma w zasadzie dwa, i to drugie, już ostateczne, też jest zabawne. Elijah wrzuca wszystkie nagrania na jakiś serwer i widzimy scenę w publicznym miejscu gdzie nagle wszyscy oglądają filmiki równocześnie i dosłownie każdemu opada szczęka i absolutnie każdy całkowicie wierzy temu co widzi. Nikt nie zastanawia się czy to kolejna nieśmieszna internetowa przeróbka, czy jakieś efekty specjalne. Trochę to wszystko naiwne.
Autor: Adrian Chmarzyński




Komentarze
Prześlij komentarz